poniedziałek, 2 maja 2011

Przegląd prasy: Leśnicy maja sposób na dzikie wysypiska!


Leśnicy znaleźli nową broń na śmieciarzy: w dziuplach, budkach lęgowych, w krzakach ukrywają kamery, które nagrywają sprawcę

Jeden z mieszkańców gminy Celestynów pewnego kwietniowego wieczoru przyjechał do lasu i wyrzucił stary telewizor. Nie wiedział, że obserwuje go kamera. Bardzo się zdziwił, gdy pod jego dom podjechali strażnicy leśni. Wlepili mu mandat 500 zł i kazali zabrać z lasu telewizor.

W nadleśnictwie Supraśl w Puszczy Knyszyńskiej już pierwszego dnia kamera "złapała" dwie osoby wyrzucające śmieci. Można je było na nagraniu bez problemu rozpoznać.

Niewielkie, przenośne kamery leśnicy ukrywają w dziuplach, koronach drzew, krzakach, budkach lęgowych. Urządzenia wyposażone w czujniki ruchu zaczynają rejestrować obraz, gdy w ich zasięgu zjawi się człowiek albo zwierzę. Strażnicy leśni otrzymują SMS, że kamera się włączyła. Obraz z niej mogą oglądać na ekranie komputera albo w telefonie komórkowym.

Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych: - Do tej pory leśnicy mieli problem, by złapać sprawcę zaśmiecania, trzeba by przecież za każdym drzewem człowieka postawić. Teraz w identyfikacji pomagają kamery.

Śmieci w polskich lasach to plaga. - W zeszłym roku wydaliśmy na sprzątanie ponad milion złotych, w tym roku tak samo. Wszystkie śmieci, które zebraliśmy, zmieściłyby się w pociągu o długości 5 km - opowiada Dorota Szpojda, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie, która zarządza ponad 350 tys. ha lasów leżących na terenach woj. mazowieckiego i lubelskiego (to ulubione miejsca wypoczynku mieszkańców stolicy). - Te pieniądze moglibyśmy przecież przeznaczyć na infrastrukturę turystyczną, budowę wiat, ścieżek rowerowych - zaznacza rzecznik.

Śmiecenie to też duży problem ekologiczny. - Proszę sobie wyobrazić, że jedna mała bateria od zegarka może zanieczyścić 400 litrów wody! A takich baterii trafia do lasu tysiące, podobnie jak innych niebezpiecznych odpadów. Zwierzęta mogą zaplątać się w sprężynach łóżka, w śmieciach znajdują resztki pożywienia, a przy okazji połykają torebki foliowe, które je zabijają - opowiada Szpojda.

Na terenie warszawskiej RDLP leśnicy zainstalowali już kilkadziesiąt kamer, a mieszkańców ostrzegają tabliczki, że las jest monitorowany. Leśny monitoring rejestruje zresztą nie tylko śmieciarzy, ale i złodziei drewna czy samochodów, którzy w lesie rozkręcają auta.

Kamer w polskich lasach ma przybywać. - Sprawdzają się, więc nadleśnictwa chętnie je kupują - mówi Anna Malinowska. - Ale spokojnie, nie zawisną na każdym drzewie, w Polsce mamy przecież ponad 9 mln ha lasów. Kamery montujemy w miejscach, gdzie zwykle powstają dzikie wysypiska.

W 2010 r. w lasach zebrano ponad 115 tys. m sześc. śmieci. Na walkę z tym problemem Lasy Państwowe wydają co roku ok. 20 mln zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz